Przeskocz do treści

Chęć na Pięć – zimowy start

zimowy start
Ostatnie zawody w tym roku. Dystans 5 kilometrów. Okazało się, że to był mój to pierwszy zimowy start w typowo zimowej aurze. 

Zależało mi, aby zająć tutaj dobre miejsce. Widziałem prognozy pogody. Całą noc przed biegiem miał sypać śnieg. Niestety sprawdziło się. Liczyłem, że drogi będą chociaż odśnieżone - przeliczyłem się. Zabrałem ze sobą buty na asfalt, chociaż teraz wiem, że lepsze byłyby traile. Były też osoby w kolcach lekkoatletycznych. Pogodziłem się z brakiem walki o życiówkę, ale i tak chciałem dać z siebie wszystko. Celowałem w okolice 30 miejsca jak na poprzedniej piątce tego roku KLIK. 

W dniu biegu

Na miejsce przyjechałem komunikacją miejską. Musiałem przed 11 odebrać pakiet. Cena wpisowego wzrosła, a pakiety nadal skromne. Tym razem biuro i cała impreza była zlokalizowana w szkole przy Elsnera - czyli Czechów. Górki, góreczki i te sprawy. Jak zwykle odbiór wszystko sprawnie, pojawiło się kilka znajomych twarzy. Przed 12 udaliśmy się na rozgrzewkę. Nie było wesoło. Kupa śniegu na chodnikach, padało puchem i mocno wiało. Tak na prawdę zrobiliśmy trochę truchtu i ćwiczeń w miejscu. Szybsze odcinki w zasadzie nie do zrobienia.

RYWALIZACJA

zimowy start
Pierwszy kilometr Fot: Grzegorz Skulimowski

Ustawiłem się dosyć blisko. Po starcie chciałem szybko dołączyć do Marka i Jarka i z nimi biec dalej w kierunku mety. Niestety cała stawka się rozjechała. Nie było jak wyprzedzać. Po wbiegnięciu na Elsnera biegliśmy po względnie komfortowych koleinach lub mogliśmy wyprzedzać po grząskim śniegu. Dało się zajechać. Na skręcie w Szeligowskiego grupka kilku osób przede mną zaliczyła glebę. Prawie musiałem się zatrzymać. Pierwszy kilometr dosyć wolny, pod wiatr i z szarpanym tempem (4:06). Było bardzo źle. Wyprzedzanie powodowało stratę mnóstwa energii. Wydaje mi się, że od początku się zagotowałem. Utrzymanie się w stawce było poniżej moich oczekiwań, ale przyspieszanie mnie wykańczało. Około 2 kilometra zaliczyliśmy ślimaka - krótki podbieg w ul. Lipińskiego. Do tego miejsca było w miarę sensownie jeśli chodzi o tempo (3:59), jednak perspektywa dalszego profilu i walki spowodowała, że moja głowa zaczęła odpuszczać. Mniej więcej tutaj zsunął mi się pulsometr, wszystko było przeciwko mnie. Tak się zajechałem na początku, że nie było z czego przyspieszyć. Tutaj stawka się rozjechała i dopiero mogłem biec swobodnie - jednak już było za późno. Do wiaduktu nad Smorawińskiego trzeba było trochę podbiec. Osiedlowe uliczki zupełnie nieodśnieżone. Trzeci kilometr w 4:08 min.

zimowy start
Zaraz ostatnia nawrotka Fot: Grzegorz Skulimowski

Przede mną kropka nad i - bardzo długi podbieg na Kosmowskiej/Koncertowej. Pamiętam, że w pewnym momencie zerkałem na zegarek, który pokazywał nawet 4:40 min/km ! Już nawet ostatni maraton biegałem szybciej. Kompletna klapa. Od jakiegoś czasu widziałem plecy Jarka, to był jeszcze jakiś impuls dla głowy. Ten smutny kilometr w 4:21. Teraz robiło się płasko, a rywalizacja zbliżała się do końca. Na pewno przyspieszyłem, ponieważ wyprzedziłem kilka osób. Do Jarka zbliżałem się, jednak myślę że on również przyspieszył, bo ostatecznie mi uciekł na 10 sekund. Na ostatniej nawrotce zaliczyłem glebę. Szybko się pozbierałem i utrzymałem miejsce. Ostatni kilometr w 4:03. Garmin pokazał mi 80 metrów więcej, trasa była też bez atestu. Myślę, że na kilkanaście sekund można przymknąć oko. Planem minimum było 20 minut. Zakończyłem ten zimowy start z czasem 20:36 na 49 miejscu OPEN i dopiero 18 w kat. M20.

Dobra wiadomość jest taka, że po czterech biegach jestem 6 w mojej kategorii wiekowej w Grand Prix Lublina 🙂

zimowy start
Tak to podsumowałem na Instagramie

Wpadnij do mnie na Facebooka lub Instagrama:

logo Facebook
logo Instagram

Podziel się opinią

%d bloggers like this: