Przeskocz do treści

II Dycha do Maratonu – w innej roli

II Dycha - meta
Za nami II Dycha do Maratonu. Tym razem trasa, na którą wróciłem po dwóch latach. Nie było ścigania, ponieważ moim celem było prowadzenie na czas 55 minut. 

Jak prawdopodobnie wiecie przez trzy tygodnie miałem przerwę spowodowaną kontuzją stopy. Ubiegły tydzień to były lekkie, krótkie biegi. Zdecydowałem się pobiec te dychę z zapasem. Tylko kto mnie zmotywuje żeby nie cisnąć? Wiem, że samemu by się to nie udało 🙂 Stąd pomysł poprowadzenia na jakiś słabszy wynik.

Dogadaliśmy się z Sylwią, że pomogę jej pobiec na 55 minut. Warto dodać, że Sylwia uczy tańczyć m.in. TUTAJ (grupa początkująca na którą chodzę z Anią jest w piątki o 18 - zapraszamy) oraz jest instruktorką fitness. W każdym razie łączy taniec z bieganiem i wychodzi jej to na dobre.

II Dycha - Żuk
Takie tam z Panem Prezydentem

Przyjechałem nieco wcześniej na nowy stadion odebrać pakiet. Znajome miejsce z metą na płycie. Było dosyć chłodno i wietrznie. Temperatura była idealna na ściganie. Zrobiliśmy wspólną rozgrzewkę i udaliśmy się w strefę startu. Strefy powinny być rozmieszczone trochę gęściej, w strefie 55 min nie było już biegaczy. Nawet się nie zorientowaliśmy, gdy był strzał startera, ruszyliśmy.

Trasa

Od początku biegliśmy w sporej grupie. Profil był korzystny, zaczęliśmy delikatnie poniżej 5:30. Na Krochmalnej raczej płasko. Na JPII widzieliśmy juz pierwsze maszerujące osoby - zaczęło się lekko pod górkę. Nadal lecieliśmy nieco wolniej, mając na uwadze łatwiejszą drugą połówkę. Na Filaretów mocno pod górkę, bliżej 5 kilometra byli wolontariusze z wodą z której nie korzystaliśmy oraz pomiar czasu. Nieco traciliśmy. Na górce chwila na wyrównanie oddechu i już można było lecieć w dół. Delikatnie odrabialiśmy, szkoda że do końca tak nie było 🙂

Całkiem sprawnie wbiegliśmy na Nadbystrzycką, aż się łezka w oku kręci zawsze gdy mijam PL. Mieliśmy koło pół minuty straty, która już nam towarzyszyła do końca. Piłsudskiego lekko w dół, mijaliśmy nowy stadion lekkoatletyczny (muszę go w końcu przetestować), za zakrętem ostatni podbieg na wiadukt. Przez większość trasy nie odczuwaliśmy wiatru, ale tutaj nieźle nas postawiło. Na szczęście widzieliśmy zbliżający się stadion. Przed nami ostatni zakręt i jesteśmy przed finiszem. Udało nam się jeszcze zebrać na końcowej prostej do sprintu. Na mecie czas 55:40.

II Dycha
Fajnie byłoby naprawdę stanąć kiedyś na "pudle"

W końcu udało mi się poczuć atmosferę zawodów. Wreszcie trasa po mieście i przez to sporo kibiców. Ostatnie biegi to albo w nocy, albo zalew, albo ścieżka wzdłuż Bystrzycy. Zwykle jak się ścigam to nie mam czasu ani siły skupiać się na otoczeniu. Teraz cieszyłem się razem z innymi, że mogę uczestniczyć w tym wydarzeniu.

II Dycha
Fajna czapeczka w pakiecie

II Dycha Do Maratonu za nami, jakie macie odczucia? Zabezpieczenie trasy, depozyt, pakiety... jakieś uwagi?

Wpadnij do mnie na Facebooka lub Instagrama:

konto Facebook   konto Instagram

Podziel się opinią

%d bloggers like this: