Przeskocz do treści

III Nocna Dycha – dobry prognostyk

II Nocna Dycha do Maratonu
III Nocna Dycha do Maratonu nie zaskoczyła mnie niczym. Trasa z ubiegłego roku przypadła mi do gustu. Mimo popełnienia okropnych błędów spełniłem swoje plany. 

Jak i w ubiegłych latach III Nocna Dycha była zaplanowana na późny wieczór (22:30). Mimo, że jest to pora gdy zwykle już śpię czułem się dobrze. Po obiedzie zaserwowałem sobie krótką drzemkę. Po godzinie 21 byłem już w drodze na wydarzenie. Miejsce startu i mety było takie same jak rok temu, czyli okolice Parku Naukowo-Technologicznego przy ul. Dekutowskiego. Szybko odebrałem pakiet i udałem się do szatni. Było około 6 stopni Celsjusza, dlatego postawiłem na długie skarpety kompresyjne, krótkie leginsy, cienką koszulkę termoaktywną z długim rękawem, singlet oraz cieniutką czapkę. Jeśli chodzi o komfort termiczny to był dobry wybór. Po rozgrzewce, aż do mety czułem się dobrze. Niestety te skarpety mi nieźle dokuczyły, ale o tym później.

III Nocna Dycha
Przed biegiem

Rozgrzewka i strefa startu

Niestety tym razem nie startował Konrad i nie miałem kompana do rozgrzewki. Najpierw zrobiłem kilka odcinków truchtu. Następnie dołączyłem wymachy, przeplatanki, wyskoki, marsze dynamiczne i inne takie. Później przy znaku drogowym robiłem rozciąganie dynamiczne - wymachy w różnych kierunkach. Na sam koniec zostawiłem sobie przebieżki - zrobiłem ich chyba 5. Jakieś 10 minut przed zawodami byłem już gotowy. Spotkałem jeszcze Marka i chwilę rozmawialiśmy. O zegarku przypomniałem sobie dopiero, gdy wchodziłem do strefy. Miałem stresa, że nie zdąży złapać sygnału. Na szczęście gdy ruszaliśmy miał ze cztery kreski, więc uruchomiłem go bez obaw. III Nocna Dycha do Maratonu Wystartowała.

DO PÓŁMETKA

Zaczęliśmy od krótkiej prostej, dwóch zakrętów i po 400 metrach wylądowaliśmy na ul. DMM. Trasa była identyczna jak przed rokiem. Dodatkowo wszystkie edycje Półmaratonu Solidarności prowadziły tą trasą. Delikatnie falowana ulica z przewagą zbiegów. Pierwsze dwa kilometry poszły lekko, budowałem zapas do złamania 39 minut. Po chwili zakręt w Krańcową. Cały czas czułem się dobrze i kontrolowałem sytuację. Przed nami długi i ostry zbieg. Nadrabiałem na ile to było możliwe. Bliżej skrzyżowania z Abramowicką lekko w górkę i zakręt w prawo. Mijam chorągiewkę ze znacznikiem czwartego kilometra. Szybkie przeliczanie i potwierdzam fakt, że mam dobry czas z zauważalnym zapasem. Pod wiaduktem kolejowym jeszcze kawałek w dół, wbiegając w Wolską już będzie tylko trudniej. Zbliżam się do punktu nawadniania, jednak nie biorę kubka. Mijam półmetek w czasie 19:15 (19:21 wg organizatora brutto). Znaczy to dokładnie tyle, że mam 15 sekund zapasu. Na płaskiej trasie to dużo, ale na tej przydałoby się drugie tyle.

Początek ul. Krańcowej. Fot: Grzegorz Skulimowski

PRZED NAJWAŻNIEJSZYM PODBIEGIEM

Po minięciu ponownie DMM i wbiegnięciu w Łęczyńską zaczął się problem. Luz w prawym bucie - zaczynał się rozwiązywać. Mając w głowie jedną z piątek, gdzie zatrzymywałem się wiązać sznurówki i trwało to wieki postanowiłem, że tak dokończę ten bieg. Co jakiś czas zerkałem tylko czy chip jest na miejscu. Stresowałem się czy go nie zgubię, ale już teraz napiszę, że trzymał się do końca. Łęczyńska pod koniec prowadzi nieco w górę na wiadukt. Tam jest okej, nie wieje. Lewy but zaczyna mnie mocno obcierać. Mimo, że buty sprawdzone, skarpety też to w tej konfiguracji nigdy nie biegałem szybko. Tempo cały czas pod kontrolą. Po około 6,5 km skręcamy w prawo, zbiegamy na al. Witosa by zaraz dotrzeć do kulminacyjnego momentu - podbiegu na rondo przy Makro. Tempo oczywiście siadło znacząco nawet do 4:30 min/km. Niestety nie dość, że ostro w górę to na sporym odcinku. Na górze czekał na umęczonych fotograf. Cały zapas został roztrwoniony.

II Nocna Dycha do Maratonu
Ten nieszczęsny podbieg. Fot: Grzegorz Skulimowski

DO METY

Mimo chwilowego zbiegu za rondem dalej ciągle było lekko w górę. Tempo kręciło się w okolicach 4:00. To znaczyło, że ostatni kilometr będzie mordęgą. Ciągle zwracałem uwagę ma obecność chipa, a tymczasem druga stopa cholernie piekła (wiedziałem, że będzie niezła rana). Mijając ostatnią chorągiewkę orientuje się, że do złamania 39 minut potrzebuję przyspieszyć. Musiałbym finałowy kilometr pobiec krócej niż w 3:49. Na płaskiej trasie do zrobienia, ale czekał mnie jeszcze jeden podbieg na wiadukt. Tam delikatnie tracę, ale później mam z górki aż do mety. Przyspieszam broniąc swojego miejsca. Jeszcze jakieś 300 metrów przed metą jest ciasna agrafka i tam zwalniam. Od tego miejsca już nikt mnie nie atakuje, a do następnego zawodnika mam jakieś pięć sekund. Wbiegam na metę widząc dobry czas brutto. Na zegarku 39:08 - rzutem na taśmę poprawiłem życiówkę o jedną marną sekundę.

PODSUMOWANIE

III Nocna Dycha do Maratonu to wynik 39:08 netto i 36 miejsce OPEN oraz bardzo dobre 10 miejsce w kat. M20. Po biegu odebrałem medal, później wodę i izotonik. Strasznie kuśtykałem. Oddałem chip. Później udałem się na masaż. Po relaksie warzywna zupka, szatnia i powrót do domku. Bałem się o wynik, bo po ostatniej zimowej piątce było kiepsko. Teraz były tylko 4 tygodnie budowy kondycji (BS + przebieżki), a i tak nabiegałem dobry wynik na trudnej trasie. Może być tylko lepiej. Dodam jeszcze, że po pięciu biegach zajmę 5 miejsce w kat. M20 w Grand Prix Lublina, będzie pudło na koniec sezonu?

II Nocna Dycha do Maratonu

Wpadnij do mnie na Facebooka lub Instagrama:

logo Facebook
logo Instagram

Podziel się opinią

%d bloggers like this: