Przeskocz do treści

5 sekund nie do odrobienia – IV Dycha do Maratonu 2017

IV dycha do maratonu - podbieg
Koło kilometra do mety Fot: Dominika Żurowicz
Starty na 10 km chyba bolą najbardziej. Zwłaszcza IV Dycha do Maratonu to był bieg na granicy życiówki i zejścia z trasy. W trakcie biegu pytałem siebie - po co ja to robię?

Pierwszą relację możesz przeczytać na facebooku KLIK . Taka szansa na życiówkę w tym sezonie już nie mogła się powtórzyć. Prognoza pogody mówiła o 14 stopniach. Biegliśmy dookoła Zalewu Zemborzyckiego, więc profil niemalże płaski jak stół. Nie miało wiać bardziej niż zwykle.

Biorąc pod uwagę start kontrolny w lutym (przeczytaj TUTAJ), gdzie według założeń pobiegłem 10 km w 45 minut bez większego problemu była szansa na złamanie 42:30. Oczywiście to było takie moje gdybanie, ponieważ przez trudności w zimie moja forma była raczej kiepska. No, ale profil trasy i pogoda dawały na to duże nadzieje.

Po przyjechaniu z Konradem na miejsce przebraliśmy się, następnie udaliśmy się na krótkie rozbieganie z przebieżkami, żeby nieco podnieść temperaturę. Przed biegiem miała być zorganizowana rozgrzewka, na którą się odrobinę spóźniliśmy. Na szczęście udało się jeszcze trochę poruszać. W dobrych nastrojach ruszyliśmy w stronę startu. Od niedawna wprowadzono strefy startowe, pomysł jest świetny tylko nie wszyscy z tej informacji korzystają.

W głośnikach leciało AC/DC i Thunderstruck. W tym momencie byliśmy już mocno nabuzowani. Wydaje mi się, że na dłuższych dystansach jest trochę więcej luzu. Tutaj napiera się od samego początku... i tak było.

10 kilometrów męczarni

Niecały pierwszy kilometr z górki wszedł w 4:10. Myślę sobie "Świetnie! Może trochę za szybko, ale teraz zluzuje na 4:15". Wszystko fajnie tylko, że pojawił się wiatr. Niby takie powiewy, niby nie ciągle, ale skutecznie odbierał siły. Grupa już się rozbiegła i ciężko było się za kimś schować. Tutaj trzeba powiedzieć, że tętno jeszcze przed pierwszym kilometrem wskoczyło powyżej 180bpm.

Przede mną było ponad 3 km prostego odcinka. Cały czas się wahałem, czy lepiej trzymać te 4:15, czy nieco zluzować i potem dołożyć. Jednocześnie ciężko było biec z zegarkiem na takie dokładne tempo. Trzeba było lecieć na samopoczucie. Drugi i trzeci kilometr to kolejno 4:15 i 4:16. Myślę sobie "Nieźle, tylko jak utrzymam to do końca?" Czwarty kilometr lekko po górkę - 4:19.

Dalej dwa zakręty i już widać pomiar na 5 kilometrze i zaraz za nim woda. Na połowie łapię czas - 21:15. "Jak to utrzymać?!" W tym miejscu miałem mieszane uczucia. Z jednej strony była szansa na wynik poniżej 42:36 (aktualna życiówka), z drugiej masakrycznie było mi już źle, a to dopiero półmetek. Tętno 190 bpm.

IV dycha do maratonu - wykres
Widać, że wiele mnie to kosztowało.

Na punkcie z wodą nie piłem, bo i tak bym pewnie nie przyjął. Polałem sobie głowę i kark. Ulga może na minutę. Pomyślałem: "najgorsze dopiero przede mną". I tak było. Szósty i siódmy kilometr to tempo 4:16 i 4:15. Od tego momentu zaczynałem już tracić zapas sekund. Nie wiem ile razy chciałem po prostu się położyć na tej trawie przy trasie.

Kilometr 8 to delikatnie w górkę, nie mogłem już utrzymać tempa. Wiedziałem, że minimalnie zwalniam, ale już nic nie mogłem z siebie wycisnąć. Tempo spadło do 4:17. Kolejne 1000m płaskiego, to 4:18. Ostatni kilometr to podbieg i ostatnie 400m lekko w dół do mety. Tutaj szczerze myślałem, że padnę. Pod górkę mimo, że naparzałem ile sił to czułem jakby to było mega wolno. Finisz był na pewno bliżej 4 minut na kilometr.

IV dycha do maratonu - finisz
Ostatnia prosta. Fot: Przemek Gąbka

Nic to nie dało niestety, bo na metę wbiegłem z czasem 42:41. Zabrakło 5 sekund. Na mecie chciało mi się wymiotować i robiło się ciemno przed oczami. Tak ciężko jeszcze nie miałem. Jednak pobiłem chociaż jeden rekord ... tętna - 198 uderzeń na minutę. Ciekawe czy dobije do 200?

IV dycha do maratonu - meta
Konrad miał więcej powodów do szczęścia niż ja 🙂

Organizacyjnie jest dobrze. Strefy czasowe przynajmniej w części spełniają swoje zadanie. Na trasie było bezpiecznie. Może dlatego, że biegliśmy na obrzeżach miasta i w połowie po chodniku/DDR? Strefa mety i starty działała sprawnie. Jedzonko po (od kiedy dania przygotowuje Bon Apetit) jest świetne. Fajnie, że znowu Fundacja dostała pieniądze z Budżetu Obywatelskiego. Dzięki temu w pakiecie trafiła się tym razem koszulka.

IV dycha do maratonu 2017 - medal

IV Dycha do Maratonu - jak ją oceniacie i jej organizację?

Wpadnij do mnie na Facebooka lub Instagrama:

konto Facebook   konto Instagram

2 myśli na “5 sekund nie do odrobienia – IV Dycha do Maratonu 2017

  1. grreg

    do 8 km ok- popracuj nad wytrzymałością bo ost kilometr to mega człapanie a wtedy właśnie powinien być ogień pozdr

    Odpowiedz
    1. Mateusz Godzwon

      Dzięki za komentarz 🙂 To prawda, wtedy na koniec mocno mnie odcięło. Na szczęście w kolejnych startach już szło lepiej.

      Odpowiedz

Podziel się opinią

%d bloggers like this: