Przeskocz do treści

Parchatka 2018 – czy tak wygląda porażka?

Parchatka 2018
Fot: Martyna Ścibior
Pisałem już, że nie cierpię biegania latem? Na pewno nie raz. Kolejny raz zderzyłem się z tym faktem podczas zawodów Bieg Szlak Trafi - Parchatka 2018. Dostałem porządne lanie, z naturą się nie wygra..

Lubię wracać do Parchatki. Mówi się, że to Kraina Lessowych Wąwozów. Miejscowość leżąca w zasadzie przy samych Puławach. Dotychczas dwukrotnie brałem tutaj udział 20162017. Przed dwoma latami startowałem na tym samym dystansie. Forma poszła od tamtej pory mocno w górę (HM uliczny 1:40->1:29). Tym samym poprawienie wyniku w Parchatce wydawał się formalnością. Tylko ta pogoda..

W dniu biegu

Przyjazd z Lublina trwał mniej niż godzinę. Mimo, że na miejscu byłem po 9 to już miejsce do parkowania miałem trochę oddalone od strefy startu. Ten zaplanowany był na godzinę 10:20 (dystans 7 km startował 20 minut wcześniej). Odbiór pakietu trwał sporo, ponieważ zawieruszyły się koszulki w rozmiarze S. Później i tak się okazało, że nie ma szans żebym w nią wlazł 🙂 Przebrałem się w startowe ciuchy i krążyłem w okolicy Karczmy Parchatka czekając na start. Koło 10 było już blisko 25 stopni Celsjusza. Mało chmur, nie zanosiło się na deszcz. Mimo to nie zdecydowałem się biec z wodą. Liczyłem, że 4-5 punktów nawadniających wystarczy (w końcu to tylko 2 godziny). Tylko jeden żel na drogę i niech się dzieje co chce. Bardzo krótka rozgrzewka, GPS uruchomiony wcześniej (2 lata temu się spóźniłem).

Za linią startu

Nie udało się zbyt blisko ustawić, także na początku dosyć wolno wybiegliśmy ze strefy startu. Następnie długie i wąskie podejście, szkoda że nie było możliwości wyprzedzania. Drugi kilometr już wszedł zdecydowanie mocno. Tam zrównaliśmy się z kilkoma osobami z czołówki. Pomylili trasę i musieli wracać. Okazało się, że między 2 a 4 km była pomyłka również u nas. Dyskutowaliśmy o tym po drodze - inna była trasa na stronie Organizatora, a inne oznaczenia. Przez to zamieszanie zrobiliśmy jakieś 400 m więcej niż potrzeba. Były  też osoby co skróciły sobie trasę. Całą drogę mnie to męczyło. Od tego miejsca najbliższy kilometr w górę lasem, skąd powrót na tę samą drogę tylko w innym miejscu. Stąd najbliższe 10 minut z trudniejszym profilem. Dalej kawałek drogi utwardzonej i znów do lasu i w górkę. Co jakiś czas trafialiśmy do wąwozu - plusem było przyjemne obniżenie temperatury oraz cień. Niestety często stała woda i brodziliśmy w błocie. W połowie ósmego kilometra było trochę wytchnienia ze względu na opadający profil. Trwało to jakieś dwa kilometry. Dyszkę łapię wg zegarka w czasie 53 minut. To dobry prognostyk na złamanie dwóch godzin.

Za połową

Na 11stym łączyliśmy się z trasą dystansu 7 kilometrów. Znam doskonale to miejsce - długie i ciężkie podejście, a na szczycie punkt nawadniający. Taka nagroda 🙂 Niedługo potem zaczynał się bardzo ostry zbieg - dla umiejących dobrze zbiegać szansa na nadrobienie kilkunastu sekund. Biegliśmy aż do domostw w pobliżu DW824. Po ciężkim zbiegu bardzo długie podejście. Prawie w całości z ażurowych płyt betonowych, na sporej części w piekącym słońcu. Nazwałbym to miejsce kluczowym. Większość osób podchodzi, tutaj jest dobre miejsce by dużo stracić lub nadrobić. Widać zawodników daleko z przodu, nawet dobre kilkadziesiąt metrów dalej. Na końcu podejścia wbiegamy do sadu. Tam już przez pola w kierunku mety (pamiętajmy o jeszcze jednej pętli !). Będąc na wzgórzu dobrze widać wyciąg narciarski - znak, że już blisko. Czeka nas ostry, ale krótki zbieg. Na dole znajdujemy się na parkingu przy Karczmie Parchatka. Przebiegamy przez pomiar czasu i przed nami ostatnie 7 kilometrów.

Druga pętla

Punkt 14 kilometrów mijam w czasie 1:18:44, czyli w średnim tempie (5:37 min/km) - nadal szansa na złamanie dwóch godzin. Za strefą startu/mety punkt nawadniający + polewanie 🙂 200 metrów dalej porządne podejście szerokim wąwozem. Dalej na zmianę odcinki lasem lub polami. Nie będzie już błota, w którym zostawiało się buty, ani skakania przez gałęzie. Poza mocno kondycyjnymi podejściami i ostrymi zbiegamy niespodzianek nie będzie. Cztery strasznie długie kilometry i znów łączymy się ze szlakiem, który już pokonywaliśmy wcześniej. Z jednej strony jak się zna trasę to jest łatwiej - wiadomo czego się spodziewać oraz jak rozkładać siły. Z drugiej jednak to jest dosyć męczące dla głowy - wiesz, że jeszcze kawał tak trudnej drogi przed Tobą. Mimo, że już byłem wrakiem to inni chyba mieli gorzej bo zdarzało się jeszcze wyprzedzać. Ostatnie kilkaset metrów goniłem trzech panów. Wszystkich wyprzedziłem między końcowym zbiegiem a metą (złapałem tętno 196 bpm!). Taki miły smaczek na koniec.

Parchatka 2018
Tak pisałem na Instagramie 🙂

Na mecie melduję się na 32 miejscu OPEN z czasem 2:03:03. Miejsce poprawiłem, czasu nie. Wydaje się, że trzeba się cieszyć z samego ukończenia. Miejscami było ciężko. Okazało się, że zrobiłem 400 metrów więcej niż powinienem. Nie byłoby to takie straszne, gdyby inni się nie chwalili, że przez ich pomyłki dystans sobie skrócili. No cóż może za rok pójdzie lepiej ..

Parchatka 2018
Fot: Martyna Ścibior

Wpadnij do mnie na Facebooka lub Instagrama:

logo Facebooklogo Instagram

Podziel się opinią

%d bloggers like this: