Przeskocz do treści

Zaskakujący wynik – Półmaraton Solidarności 2017

Półmaraton Solidarności - trasa
Zaraz po starcie. Fot: facebook.com/polmaratonsolidarnosci
Mówi się, że lepiej być mile zaskoczonym niż rozczarowanym. Półmaraton Solidarności był miejscem gdzie opłaciło się postawić wszystko na jedną kartę. Mimo, że spodziewałem się porażki.

Pierwszą relację możecie przeczytać na facebooku TUTAJ

Mając na uwadze kiepski wynik z majowego Maratonu Lubelskiego (RELACJA) bałem się o Półmaraton Solidarności. Co prawda miałem prawie miesiąc na szybką regenerację i podszlifowanie wytrzymałości tempowej. Jednak te najważniejsze treningi (biegi progowe, bieg ciągły) nie szły najlepiej przez ciężki do zniesienia upał.

Zawody miały odbyć się w sobotę, co akurat bardziej mi odpowiada niż niedziela. Start o 9 rano to pora, która ma swoje wady i zalety. Minusem jest potrzeba wcześniejszej pobudki, plusem zdecydowanie niższa temperatura na trasie. O 8 czekał na nas autobus pod Targami Lublin. Kilkunastominutowa przejażdżka i byliśmy w strefie startu. Był czas na przebieżki, ustawienie się. Wszystko bez spiny. Rozgrzewkę organizowało Studio 43 ze Świdnika. Jakoś szybko czas minął i usłyszeliśmy wystrzał startera.

Uwielbiam ten moment. Emocje buzują, endorfiny szaleją. Lubię czekać na tę chwilę 🙂 Bez względu na to czy to 5 czy 42 kilometry. W każdym razie ruszyliśmy z zamiarem złamania 1:40. Wydrukowałem sobie też (czasem tak robię jak celuje w konkretny wynik) bransoletkę z międzyczasami. W dużym zmęczeniu ciężko jest przeliczać czas i tempa - w tym wypadku nie musiałem się głowić.

Pierwsze kilometry szły bardzo sprawnie. Kibice ze Świdnika również dopisali. Trasa w tym mieście jest dosyć płaska, ale kręta. Były też nawrotki. Półmaraton Solidarności ma to do siebie, że większa część trasy biegnie wzdłuż serwisówki przy S12/S17. A to jest długa prosta w pełnym słońcu i hałasie samochodów. W tym miejscu można liczyć tylko na siebie.

Półmaraton Solidarności - trasa
Trasa biegu. Fot: pkopolmaratonsolidarnosci.pl

Niestety kilometry się dłużyły, robiło się coraz cieplej. Tempo trzymaliśmy bardzo dobrze. Konrad trochę zostawał, potem nadrabiał. Po wbiegnięciu na Drogę Męczenników Majdanka zaczęły się podbiegi. Wtedy ich jeszcze nie lubiłem, bo nie za bardzo je trenowałem 🙂 W każdym razie trzeba było zagryźć zęby i napierać.

Bliżej 17-18km, gdy profil nieco opadał odpaliłem petardę. Średnie tempo miało wynieść <4:42. Ostatnie kilometry na pewno zszedłem poniżej 4:40. Było ciężko, ale też były rezultaty. Wyprzedzałem kolejnych zawodników (Konrad trzymał się blisko za mną o czym wtedy nie wiedziałem). Decydujący był wbieg na ostatni wiadukt. Oj brzydkie słowa mi się cisnęły na usta. Ale wiedziałem, że 1:40 pęknie i to z buforem bezpieczeństwa. Pod Targami Lublin było kręto i nawrotki. Tam Konrad dał o sobie znać, że będzie walczył. Więc cisnąłem do samego końca, nie mogłem pozwolić sobie na wyprzedzenie już na samym finiszu.

Półmaraton Solidarności - wykres
Międzyczasy z kolejnych kilometrów.

No i dowiozłem to 131/687 miejsce OPEN z czasem 1:39:16. Pobiłem ubiegłoroczną życiówkę o półtorej minuty ! Co to za uczucie, jak od ponad pół roku nie mogłem zrobić dobrego wyniku, a tym razem wreszcie się udało 🙂

Półmaraton Solidarności - meta
Dużo szczęścia na mecie 🙂

Uważam, że Półmaraton Solidarności ze Świdnika do Lublina jest najlepiej zorganizowanym biegiem ze wszystkich, w których brałem udział. Kto chętny przetestować ? 🙂

Półmaraton Solidarności - medal

Wpadnij do mnie na Facebooka lub Instagrama:

konto Facebook   konto Instagram

Podziel się opinią

%d bloggers like this: